Wieści z rynku i analizy
Pragmatyzm budżetowy na koszt przyszłych emerytów
02-01-2011
Na przełomie roku rząd zafundował Polakom nacjonalizację 60 procent
składki emerytalnej osób oszczędzających w otwartych funduszach
emerytalnych. Polska wybrała ścieżkę węgierską. Tym samym został
wybrany łatwiejszy sposób równoważenia budżetu, proponowany przez
minister polityki socjalnej . To już raczej nie walka o stabilizację
finansów publicznych, tylko wybór mniejszego zła.
Pragmatyzm budżetowy w każdym wyborczym roku wskazuje, że łatwiej
jest oczywiście dawać , niż zabierać , stąd nikt o czywiście na
drastyczną reformę wydatkową w Polsce nie liczył.
Zabierania przywilejów emerytalnych, czy wydłużania wieku emerytalnego
nie podejmie się przecież żaden rząd w roku przedwyborczym. Smutny
wniosek jest jednak taki, że to członkowie OFE sfinansują ze swoich
przyszłych emerytur bierność rządzących w ostatnich latach.
W zakresie braku reform strukturalnych finansów publicznych i odwagi
zmian. Łatwiej jest zamiatać problem pod dywan, co gorsze przekonując,
że to dla dobra oszczędzających w OFE. Kłopot w tym, że nacjonalizacja
składki nie rozwiąże podstawowych problemów narastania długu, a jedynie
da chwilowe wytchnienie budżetowi. Warte skromne 0,8 proc. PKB.
Spodziewać się więc trzeba dalszego wzrostu obciążeń fiskalnych, a to
może spowodować, że 2011 roku stanie się rokiem przełomu, ale w
negatywnym znaczeniu. Ciągle bowiem nie dotykamy istoty problemu.
Warto bowiem zwrócić uwagę, że dziś Polska ma najmłodszych emerytów
w Europie. Jedna trzecia osób w wieku po 50 roku życia formalnie jest
aktywna zawodowo, gdy średnio w Europie pracuje niemal 60 proc. osób w
tym wieku. Żyją na koszt podatników dopłacających co roku miliardy złotych
do funduszu ubezpieczeń społecznych, a od teraz również przyszłych
pokoleń emerytów, trwoniąc ich oszczędności. Rząd daje im jasny sygnał,
że zmiany w tym zakresie polityki nie będzie.
Niestety wbrew deklaracjom zatrzymanie składki OFE w budżecie nie
rozwiąże problemu obecnych emerytów. Środki te nie zwiększą rzeczywistej
wysokości emerytur, bo są po prostu przejadane przez liczne grupy
przywilejów. Proponowanie przy tym protez w postaci kwotowych waloryzacji,
które są finansowane wprost rosnącymi podatkami pośrednimi nie wydaje się
przy tym na dłuższą metę rozsądnym działaniem, z czego rząd zresztą się
szybko wycofał.
Członkowie funduszy emerytalnych natomiast nie powinni się łudzić.
Dotychczas poprzez OFE stawali się wierzycielami państwa kupując obligacje
skarbowe, a po zmianach będą darczyńcami na rzecz budżetu otrzymując w
zamian wirtualny kapitał w ZUS . A ten co zbierze, to następnego dnia
przecież wypłaca. Po rządowych zmianach członkowie OFE staną się więc
bezpośrednim i hojnym sponsorem budżetu. Warto bowiem zwrócić przy okazji
uwagę, że na razie mowa jest o zatrzymaniu 5 procent składki od pensji. Nie
zostają zniesione jak na razie limity inwestycyjne, co oznacza, że z tych
2,3 procent środków przekazywanych jeszcze do OFE większość może być
przeznaczona jedynie na zakup obligacji. W ten sposób zwiększona mogłaby
być dodatkowo możliwość obowiązkowego zaangażowania środków w
finansowanie długu publicznego.
Jest jeszcze inny wymiar całej sprawy. Dla uczestników niemal jednej
trzeciej gospodarki działających w szarej strefie, nacjonalizacja 60 proc.
składki OFE stanowi kolejny dowód, że państwu polskiemu lepiej zbytnio nie
ufać. Dla płacących składki emerytalne to ograniczenie szansy na godną
emeryturę i smutna konstatacja, że jeśli chcesz liczyć na kogoś, lepiej
licz na siebie . W takiej sytuacji w 2011 roku życzymy im dobrych
indywidualnych wyborów finansowych, natomiast każdemu polskiemu rządowi
w unijnym przewodnictwie równania do najlepszych, a nie do najgorszych.
Źródło: Bankier.pl
